poniedziałek, 30 marca 2026

 Czasami człowiek czuje się po postu bardzo samotny

\.

poniedziałek, 23 marca 2026

Mieszanka nostalgii i marzeń

Zdarzają się takie dni, kiedy szczerze podziwiam ludzi potrafiących żyć głównie tu i teraz. Też bym tak niekiedy chciała, ale najwyraźniej to wbrew mojej naturze. Doświadczenie pokazało mi, że to nie dla wszystkich. Dla mnie z pewnością nie. Jestem sentymentalną marzycielką, która raz na jakiś czas po prostu musi zanurzyć się we wspomnieniach, dać fantazji nieco pola do popisu - inaczej się udusi.

Bardzo dawno temu wspomniałam, że ulubioną piosenką zespołu Dżem jest zdecydowanie "Wehikuł czasu". Czy będziecie  zaskoczeni, jeśli powiem, że po latach nic się nie zmieniło? Nadal uważam, że to byłby cud. Zwłaszcza w moich marzeniach. Oczywiście owa maszyna byłaby stuprocentowo bezpieczna, nie zakłócałaby kontinuum czasowego. Naiwne i wyidealizowane? Owszem, ale marzycielskie typy tak mają.

Mając taką możliwość, cofnęłabym na dwa dni się do roku 2009. Pierwszy byłby losowym, wiosennym popołudniem, spędzonym z moją licealną ekipą. Poszwendalibyśmy się po parku bezpośrednio sąsiadującego z moim osiedlem, wypilibyśmy piwo w pobliskiej pizzerii... Ten dzień obfitowałby w luz, radość i śmiech. Kiedyś było mi przykro, że nie uczestniczyłam w imprezach i osiemnastkach (może ich nawet nie było, bo nikt z nas za balangami zbytnio nie przepadał). Zresztą nawet jeżeli bywały prywatki czy sylwestry bez mojego udziału, pogodziłam się z tym. Na pewno mnie lubili, inaczej nie przychodziliby  prawie co tydzień przez okres wiosenno-letni tego roku. Tęsknię za tym młodzieńczym okresem, za beztroską tamtych dni. Dzisiaj staram się pielęgnować w pamięci spędzony razem czas .

Drugi miałby już konkretną datę i znaczenie. Byłaby to premiera ostatniej prawdziwej płyty Budki Suflera pod tytułem "Zawsze czegoś brak.". Lekcje polskiego zazwyczaj były dla mnie przyjemnością, uważałam na nich w sposób naturalny. Niestety dla mojej wychowawczyni nie tego dnia. Bazgrałam na marginesach zeszytu teksty z singli radiowych typu:: "Niepoprawni i szaleni"... To było apogeum mojej fascynacji tym zespołem i... ostatni taki dzień. Premiery płyt dla każdego prawdziwego fana są wyjątkowym wydarzeniem, a jeżeli bardzo lubisz i szanujesz znanych ci osobiście członków założycieli, to jest wręcz swego rodzaju święto. Płytę udało mi się kupić w kiosku. Po uprzedniej bezowocnej wizycie w Empiku - heca i prztyczek w nos dla mojego ówczesnego snobizmu! Wtedy album wydał mi się nieudany, przekombinowany i nad wyraz popowy. Pewnie obiektywnie taki nadal jest, ale sentyment pozwolił mi go polubić i słuchać od czasu do czasu z nostalgicznym uśmiechem.

Następne byłyby koncerty, na które zabrałabym moją rodzinę: trzy magiczne dni, które naprawdę chciałabym przeżyć, być ich świadkiem, widzem i słuchaczem. Chodzi o występy Mike'a Oldfielda. Koncert w Edynburgu z okazji premiery Tubular Bells II, (1992 rok) analogicznie z trzecim wcieleniem "Dzwonów Rurowych" w Londynie, w 1998 roku.  Oraz wisienka na torcie: jedyny koncert Mike'a w Polsce, rok później, w katowickim Spodku. Wielu z Was na pewno wie, jak kocham jego muzykę, która jest ze mną na dobre i złe już od dziewięciu lat.* Nie chcę egzaltować się tu bardziej niż ustawa przewiduje, dlatego postawię tu kropkę.

Nie chcąc ryzykować jakichś kłopotów, wysiadłabym z wehikułu szczęśliwa... Myślałam co prawda o wymazaniu kilkorga osób z mojego życia, ale z perspektywy czasu sądzę, że wszystkie niefortunne znajomości były dla mnie lekcją. Bolesną, ale mądrą, przydatną. Zatem wehikuł czasu w moim świecie służyłby tylko dawaniu radości. Podróże w przeszłość nie bolałyby, a powodowały wzruszenie. Jeżeli zaś jakiś śmiałek chciałby poznać daleką  przyszłość (niekoniecznie własną...) mam nadzieję, że przeżyłby fascynujące chwile.








  

sobota, 14 marca 2026

Nieustannie wyznaczając sobie cele...

Pozwólcie, kochani, że znowu zacznę od lekkiej dygresji. W czasach już dość dawnych, kiedy zdawałam maturę, namiętnie słuchałam internetowych stacji radiowych. Większość albo wręcz wszystkie nadawały wyłącznie polskie piosenki - taką miałam wtedy fazę.

W jednej z owych stacji usłyszałam pewnego dnia inspirowany folklorem miejskim utwór pt. "W saskim ogrodzie" zespołu Szwagierkolaska. Opowiadał on w ironiczny i zabawny sposób o ludziach, którzy w okolicach tego ogrodu mieszkali albo przebywali. Mój ulubiony fragment brzmiał:


Ojciec Edmunda miał wzniosłe cele
Na dobroczynny cel dawał wiele
I nieraz mawiał - Mój przyjacielu
Człowiek powinien dążyć do celu
I posłuchali ojca synowie
Każdy ma cele lecz w Mokotowie
I posłuchali ojca synowie
Każdy ma cele lecz w Mokotowie

Uwielbiam ten rodzaj humoru słownego, ale to nie najważniejszy powód. Wierzcie lub nie: sama jestem jak Ojciec Edmunda. Zawsze miałam swoje cele i powtarzałam każdemu z przyjaciół, że oni także powinni do swoich dążyć.
 
Jestem na takim etapie życia, w którym faktycznie powinnam realizować moje cele, ważniejsze niż kiedykolwiek.

Jako przykładna naśladowczyni taty Edmunda, muszę:

  • Bardziej docenić własną rodzinę
  • Zaakceptować i oswoić moją aktualną sytuację
  • Cel: samoakceptacja  postawić na jednym z czołowych miejsc
  •  Hołubić Was i tego bloga całym sercem.
  •  Totalnie wyluzować z FB. 

Zaczynam, mili moi. Nieźle mi idzie. Was tradycyjnie proszę o trzymanie kciuków  
_________________
W trakcie pisania notki dowiedziałam się, że "W saskim ogrodzie" to w oryginale utwór S. Grzesiuka, czyli jest klasyką folkloru miejskiego stolicy :)

sobota, 7 marca 2026

Bez ogródek

W iście absurdalnej kreskówce pt. Krowa i Kurczak głównym antagonistą był niejaki Czerwony Bez Spodni,  Wcielenie owego bohatera, które najbardziej zapadło mi w pamięć, brzmiało Iwan Majtybez :) Piszę o tym dlatego,że chcę by tutaj absolutnie Ogródek Bez. Szczera wobec siebie, czytelników i własnego serca.

Pewnie uznacie to za kolejne blogowe pieprzenie o Szopenie, ale dla mnie to spore wyzwanie. Mam bardzo wiele oblicz: od fałszywej suki, na którą pozuję w sytuacjach najbardziej stresujących, poprzez zagubioną dziewczynkę, aż do kobiety po trzydziestce, która przy kochanych osobach uwielbia i potrafi być po prostu fest : serdeczna, radosna, roześmiana....

Nie będę płakać, że z wielu pieców się jadło chleb - czasem nawet ten najpodlejszy. Chcę jedynie podkreślić, że różne moje oblicza będą się tu pojawiać, z tym że fałszywą sukę postaram się odgania, rzucając w jej stronę plastry podrzędnej tłustej kiełbasy :)

Posty wstępne nie powinny być moim  zdaniem przegadane, zatem....

Witam wszystkich serdecznie!